Spełniłem obywatelski obowiązek
Link 26.10.2008 :: 08:42 Komentuj (0)
Spełniłem swój obywatelski obowiązek, nie będąc polskim obywatelem. Niedaleko stacji Hajduki (w Chorzowie), słyszałem przy torach szelest drutów, więc myślałem, że pojedzie jakiś pociąg. Patrzę wzdłuż torów, od południa nic, a od północy... Tam zawalił się słup trzymający przez lata (a może pokolenia) trakcję elektryczną. Teraz trakcja zrewanżowała się i potrzymała słup przed całkowitym upadkiem. W każdym razie trasa była nieprzejezdna. Przede mną szedł jakiś pan z reklamówką, który w ogóle się słupem nie interesował, jak gdyby to było zjawisko zupełnie normalne. Z naprzeciwka przeszli dwaj faceci, widocznie robotnicy, którzy o słupie wprawdzie mówili (patrz, widzisz ten słup, tego tutaj nie było, ktoś by miał z tym coś zrobić). Porobiłem parę zdjęć, zdaje się, że awaria nastąpiła w skutek korozji lub zmęczenia materiału. A potem spełniłem swój obowiązek obywatelski i zadzwoniłem na linię 112 i zgłosiłem awarię.
Chorzowska policja mnie pytała, gdzie to jest. Na szczęście miałem ze sobą GPS, więc powiedziałem, że to na wysokości ulicy Inwalidzka i że mogę podać dokładne współrzędne. "Współrzędne nam nie pomogą, nie mamy, jak to sprawdzić". W końcu się z nimi umówiłem, na pobliskim skrzyżowaniu dwóch ulic, że je zaprowadzę na miejsce awarii. Po 10 minutach moich obaw, czy nie pojedzie jakiś pociąg, przyjechali i zaprowadziłem dwóch policjantów na miejsce. Za chwilę dotarli i dwaj strażacy. Swoim dyspozytorom potwierdzili wydarzenie, a policjant chciał zapisać moje dane jako osoby zgłaszającej. Że tak trzeba zrobić, ale oczywiście nie jestem podejrzanym o spowodowanie kolizji słupa z rowerem. Okazało się, że policjant nie ma długopisu. Pożyczył drugi policjant. Okazało się, że policjant nie ma żadnego papieru, kartkę ze swojego kajecika wyrwał strażak. Policjant zapisał moje imię i nazwisko (zaoszczędziłem mu kłopotów z czeskimi literami w nazwisku), z miejsca zamieszkania zapisał tylko "Praga", ponieważ usłyszawszy nazwę ulicy, zrezygnował z dalszego pisania.
Po tym się pożegnałem i pojechałem.
Splnil jsem svou občanskou povinnost, aniž bych byl polským občanem. Nedaleko stanice Hajduki v Chořově jsem slyšel šelest drátů, takže jsem myslel, že pojede nějaký vlak. Dívám se oběma směr, z jihu nic a ze severu... Tam spadl stožár držící celá léta (ne-li generace) elektrické vedení. Nyní se vedeni odvděčilo a zadrželo sloup před úplným pádem. V každém případě byla trať neprůjezdná. Přede mnou šel nějaký pán s igelitkou, kterého padlý sloup vůbec nezajímal, jako kdyby to bylo něco běžného. Odnaproti šli dva chlápci, zjevně dělníci, kteří se o stožáru sice bavili (hele, vidíš ten sloup, to tady nebylo, někdo by s tím měl něco udělat). Nafotil jsem pár snímků, zdálo se mi, že pád zapříčinila koroze nebo únava materiálu. A pak jsem splnil svou občanskou povinnost a zavolal na linku tísňového volání 112.
Chořovská policie se mne zeptala, kde to je. Naštěstí jsem měl s sebou GPS, takže jsem mohl říci, že to je na úrovni ulice Inwalidzka a že mohu uvést přesné souřadnice. "Souřadnice nám nijak nepomohou, na to nejsme zařízeni." Nakonec jsem se s nimi domluvil, že na ně počkám na blízké křižovatce a zavedu je na místo. Po deseti minutách, kdy jsem trnul, zda nepojede nějaký vlak, přijela hlídka a zavedl jsem dva policisty na místo činu. Za chvíli dorazili i dva hasiči. Svým dispečerům potvrdili událost a policista chtěl zapsat moje údaje, jako osoby oznamující. Že to se musí, ale samozřejmě nejsem podezřelý z toho, že bych způsobil kolizi sloupu a mého kola. Ukázalo se však, že policista nemá propisku. Půjčil mu ji kolega. Pak se ukázalo, že policista nemá ani žádný papír, jeden list si vytrhl ze svého notýsku hasič. Policista si zapsal mé jméno a příjmení (ušetřil jsem ho potíží s českými písmenky) a z místa bydliště si zapsal jen "Praga", protože když uslyšel jméno ulice, další psaní vzdal.
Načež jsem se rozloučil a jel si po svých.






